niedziela, 29 września 2013

Chapter 1

~~Agnes~~
 Obudziłam się około 8. Za godzinę miałam być już na lotnisku. Ciszę się, że w końcu zacznę nowy etap w swym życiu. Wyjazd do Londynu <3 OD\d zawsze chciałam tam jechać, a teraz spełnię swe marzenie.
-Hej mała. Szykuj się.- przywitała mnie Emi, która właśnie chciała mnie obudzić.
-Okej, zaraz zejdę.- odpowiedziałam i zabrałam się za ogarnięcie w miarę łóżka. Potem wzięłam rzeczy z szafy i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, uczesałam się i zrobiłam delikatny makijaż, po czym, biorą wszystkie bagaże zeszłam na dół, na śniadanie.
Po śniadaniu, razem z rodzicami pojechałam na lotnisko. Weszłam o samolotu, założyłam słuchawki na uszy i zasnęłam. Obudziłam się dopiero kiedy wylądowaliśmy. Akurat nie pada. Całe szczęście. Wzięłam bagaże i udałam się szukać jakiejś taksówki.
-Dzień dobry. Do internatu w liceum w Londynie, proszę.- powiedziałam cała uradowana.
-Dzień dobry. Dobrze, za jakieś 15 minut będziemy na miejscu.- odpowiedział taksówkarz.
Tak jak mówił, po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Zapłaciłam mu i wzięłam swoje bagaże. Przyznam, że szkoła zrobiła na mnie wrażenie. Poszłam do sekretariatu, odebrać swój kluczyk. Moja lokatorka już tam jest. Oby to nie była jakaś pusta dziunia. Weszłam do pokoju nr. 234. Faktycznie, dziewczyna, już się ładnie urządziła.
-Siema, jestem Aleks.- powiedziała podekscytowana dziewczyna.
-Hejka, a ja Agnes.- odpowiedziałam równie podekscytowana.
-Ładna... - zaśmiała się dziewczyna.
-I vice versa.- zawtórowałam jej.
Rozpakowałam się, a Aleks mi pomogła się urządzić. Przebrałam się i obie wyszłyśmy się przejść po mieście. Poszłyśmy do wielkiej galerii. Zobaczyłyśmy dwóch chłopaków, jeden wyglądał raczej groźnie, jak buntownik, a drugi miał ciemne włosy jak pierwszy, ale był taki bardziej przyjazny. Aleks pociągnęła mnie za rękę i pobiegłyśmy obie do nich.
-Hej brat, masz coś kasy?- powiedziała do tego przyjaznego.
-Hej siorka, mam. A ile byś chciała?- powiedział wyciągając pieniądze z kieszeni.
-A! To jest moja współlokatorka Agnes. Agnes to mój starszy brat Dylan i jego przyjaciel Harry.- poznała nas. Przyznam, że obaj chłopcy są przystojni. Ale jakoś nie zwracał zbytniej uwagi na nich.

-Siemka.- powiedziałam i uśmiechnęłam się. Dylan to odwzajemnił a Harry dziwnie się na mnie spojrzał.
-No hej.- odwzajemnił uśmiech Dylan.
-Cześć.- powiedział w końcu Harry.
-To gdzie idziecie?- zapytał Dylan.
-Agnes chce zobaczyć trochę miasto, w końcu nie jest stąd.- powiedziała cały czas uradowana Aleks.
-Ej nie zapominaj, że ty też jesteś tu nowa. - zaśmiał się jej brat.
-Ale ty już tu jesteś rok, a siorka cię odwiedzała kilka razy i wie gdzie co jest.- powiedział Harry, cały czas mi się przyglądając. Po chwili dodał- A skąd jesteś?- skierował do mnie.
-Z Nowego Yorku. A ty?
-Właśnie z Londynu.- czy on musi być taki poważny? To mnie przeraża...
-Dobra młoda, my idziemy do klubu, a wy róbcie co chcecie, tylko uważajcie na siebie, a i nie zaprowadź jej przypadkiem na drugi koniec Londynu. Do zakazanej części..- przerwałam wypowiedź Dylana.
-Zakazanej części Londynu? Że co?
-Ech... w Londynie jest kilka dzielnic, w których jest niebezpiecznie. W jednej, do której ostatnio przypadkiem Aleks tam trafiła w zeszłym roku zastrzelono kolesia w naszym wieku.- wytłumaczył mi Harry. Aż cała zadrżałam. Moje oczy błyszczały jak 5zł z przerażenia. Harry chyba to zauważył, bo zaraz dodał.- Też miał na imię Harry. Jego dziewczyna Drew Nelson, nie mogła tego znieść, o sama przypadkiem się tam zaszyła i trafiła na niewłaściwą osobę, która od dawna chciała się na nim zemścić. Ale nie martw się.. wam nic nie grozi.- puścił mi oczko.
-Ale pocieszenie....- wymamrotałam sama do siebie, ale Harry to usłyszał i podszedł do mnie tak blisko, że nasze ciała dzieliły zaledwie milimetry. On w porównaniu do mnie jest bardzo wysoki.  Nachylił się i szepnął mi do ucha.
-Ja i Dylan wieczorem wpadniemy do was.-  odszedł razem z Dylanem. Cały czas wyobrażałam sobie tego zastrzelonego chłopaka i to jak ta Drew się wtedy musiała czuć.
Po kilku godzinach wróciłyśmy do internatu. Przebrałam się w coś luźniejszego i zmyłam delikatny makijaż. Uszykowałyśmy sobie wszystko do szkoły na jutro i gadałyśmy, słuchając przy tym nutek. Okazało się, że obie jaramy się tą samą nutką ^^
Zaczęłyśmy tańczyć. Tak szczerze to wyszła całkiem niezła choreografia. No i fajnie to musiało wyglądać, bo obie chodziłyśmy do tej samej szkoły 3 lata temu, i jeszcze równo się ubrałyśmy <3
Nie wiedziałyśmy kiedy przyszli chłopacy. Cały czas siedzieli na moim łóżku i patrzyli jak tańczymy. A Harry sam dołączył do nas. Tyle, że on bił nas w tańcu. Boże, jak on zajebiście tańczy Hip-Hop <3 Awrrr.. jaram się ;3
-Nie no ładnie, ładnie tańczycie..- zaśmiał się Dylan.
-Ładnie? - spytała ironicznie Aleks.
-Gdzie ty się uczyłeś tańczyć?- zapytałam Harrego.
-Tam gdzie wy. Ale ja na wyższym poziomie.- zaśmiał się.
-To dziwne, bo ja tańczyłam na najwyższym.- powiedziałam. Tym go chyba zgasiłam.
-To sprawdzimy. - puścił mi oczko. Włączył od początku, piosenkę Austina Mahona "What about love" i tym razem tylko ja i on tańczyliśmy.
Każdy ruch, każdy krok był identyczny. Wszystko było idealnie zsynchronizowane. No bajka, po prostu <3 Aleks  Dylan mieli zgache jak na nas patrzyli. Harry chyba chciał mnie pokonać i zrobił takie przejście, gdzie łapiemy się za ręce i jedno z nas,w  tym wypadku ja "turlam się" przez jego plecy na drugą stronę. Piosenka się skończyła i chyba po raz pierwszy zobaczyłam jego uśmiech. Jaki on jest przystojny... wow <3

***
Obudziłyśmy się o 7. Zajęcia zaczynamy o 9, więc lajtowo, ale trzeba na śniadanko zejść. Najpierw ja poszłam do łazienki się ogarnąć i ubrać, a Aleks nas spakowała a potem ona poszła do łazienki. Dziś obie postawiłyśmy na wygodę i sport, więc założyłyśmy dresy<3
Pierwsza lekcja to niemiecki, więc masakra, ale na szczęście cały tydzień to będą lekcje organizacyjne. Do naszej szkoły niejaka Porshia Flores. Panienka, która ma się za wielką damę, a jej pupilek chodzi z nami do klasy. Typowi podrywacze.... ech....

Dziś dość szybko minęły mi wszystkie lekcje. W drodze do naszego pokoju dostałam sms'a.
"Przejdziesz się? Hazza xoxo"
"Ok. Gdzie się spotykamy?"
"Przyjdę po ciebie za 15 minut"
-Z kim tam piszesz?- zaśmiała się Aleks.
-Ech... z Harrym. Za 15 minut idę się z nim przejść.
-Serio?! No to szacun mała :D
-Dlaczego?
-Bo mu zaimponowałaś tym, że nie podlizujesz się mu i mówisz jaki to on przystojny i takie tam. Ja w sumie też tak na niego nie działam, ale jakoś mnie nie kręci on. Ale ty korzystaj puki możesz.- zaśmiała się i weszła do łazienki.

Wyszłam z pokoju i natknęłam się na Hazze. Był ubrany, jak zawsze na ciemno. Dobrze si dobrałam do niego. Też byłam ubrana na ciemno.
-Hej.- powiedziałam.
-Siemka.- powiedział ale, nawet na mnie spojrzał.- Idziemy?
-Tsaa... a właściwie gdzie idziemy?- zapytałam.
-Muszę cię trochę popytać, poopowiadać, dowiedzieć się....- urwał w połowie zdania. Poszliśmy w zupełnie mi obcą dzielnicę. Weszliśmy do jednej, małej kawiarenki, która była chyba jedyna w tym miejscu. Byłam troszkę przerażona...
-Wczoraj , jak się poznaliśmy... kiedy zaczął się temat o tydz niebezpiecznych dzielnicach.. skróciłem wam, a właściwie tobie zdarzenie, które miało miejsce właśnie w tej części miasta. Widziałem ten strach w twoich oczach. To dziwne, ale mam wrażenie, że wyobraziłaś to sobie..
-Nawet jeśli to sobie wyobraziłam.. co w związku z tym? I dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?
-Jak dokładnie to sobie wyobraziłaś? Bo chce ci pokazać i bardziej wtajemniczyć w to zdarzenie...- dodał, spuszczając głowę.
-Ej.. um.. Harry? Ty byłeś przy tym prawda? Widziałeś to na własne oczy... nie możesz sobie z tym poradzić i męczy cię to, prawda? Nie masz komu o tym powiedzieć, bo każdy cię nie wysłucha... ale nie rozumiem, dlaczego ja?
-Aleks... bo ja... ja, mogłem go uratować.... Harry mógł żyć, a ja nic z tym nie zrobiłem. Stałem tam i patrzyłem jak kula przeszywa jego pierś. Uratował swojego przyjaciela.... a ona.. Drew.... to jak ona błagała o to, by on nie odchodził, jej szloch... ciągle mi się śni to po nocach.. ja już nie daje rady. Boże Aleks co ja mam zrobić? Tyle razy mi pomagałaś, a nawet o tym nie wiedziałaś... Wiele razy do ciebie pisałem na różnych stronach.... Ale teraz... dla mnie nie ma już pomocy. To ja powinienem zginąć zamiast niego...- powiedział łamiącym się głosem i gwałtownie wyszedł z kawiarni. Szybko pobiegłam za nim. On szedł, a ja  biegłam... w końcu stanął przed murem. To na pewno w tym miejscu  się stało. Zaczęło padać. Miał na głowie kaptur. Ja też. stałam dosłownie metr za nim. Podeszłam bliżej niego. Widok jak Harry płacze, sprawił, że aż mi się serce krajało. Fakt.. zawsze starałam się pomagać ludziom w każdych sytuacjach, ale to jest dla mnie nowe i nie wiem jak mam mu pomóc.
-Harry, czy to.. to tu.. się to stało?- wyjąkałam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz